niedziela, 26 lutego 2012

Zadanie




- Chcę Was serdecznie powitać na pierwszym w tym sezonie treningu w komplecie. Strasznie się cieszę, że od dzisiaj jest już z nami trener Nawrocki i wszyscy nowi zawodnicy. Doskonale wiemy jakie są nasze cele i ze swojej strony obiecuję, że postaram się zrobić wszystko, abyście mieli odpowiednie warunki do ich spełnienia. – po krótkim wstępie wygłoszonym przez prezesa Piechockiego zaczął mówić trener:
- Nie ukrywam, że czeka nas dużo pracy w tym sezonie, dlatego tak naciskałem na to żeby dzisiaj wszyscy zjawili się na treningu. Będziemy mieć sporo rotacji, chcę wdrożyć nowy plan treningowy, który pozwoli nowym zawodnikom szybko zaklimatyzować się w drużynie. – gestem wskazał czwórkę nowych, którzy wspólnie usiedli nieco z boku: Cupković, Atanasijević, Kooistra i Łasko. – Nowości nie kończą się tylko na zawodnikach, bo w tym roku razem z prezesem postanowiliśmy wejść na wyższy poziom również ze strony marketingowej. W zeszłym sezonie zakończyliśmy współprace z moim asystentem Mirkiem, więc teraz pojawia się nowy asystent z rozszerzonym zakresem działań. A w zasadzie asystentka...

Dobrze, że wybrałam dzisiaj płaskie botki, dzięki temu mogłam się teraz niepostrzeżenie wślizgnąć na halę. Wchodząc wschodnim wejściem miałam dogodną sytuację, ponieważ wszyscy zawodnicy siedzieli na parkiecie plecami do mnie, wsłuchując się w to co do powiedzenia miał trener. Wytężyłam słuch i weszłam na parkiet.
- A w zasadzie asystentka... – przy tych słowach Nawrocki podniósł głowę i zauważył mnie. Jednak szybko dałam mu gestem do zrozumienia żeby kontynuował, nie zdradzając nikomu mojej obecności. Zrozumiał. Odwrócił wzrok i zaczął opowiadać o moim zakresie pracy. Reklama, marketing, public relations, opieka nad sponsorami i szukanie ewentualnych transferów. Oparłam się o bandy reklamowe po drugiej stronie boiska z rękoma założonymi na piersi i z ironicznym uśmiechem na twarzy czekałam na reakcję zawodników. Siatkarze niezbyt za mną przepadali, bo jako jeden z niewielu menagerów w  tej branży nie traktowałam ich jak gwiazdki.  Często zaniżałam ich wartość transferową na czym finansowo źle wypadali, a klub, który mnie wynajmował zyskiwał. Nie moja wina, że jestem cholernie dobra w tym co robię.
Jednak tym razem moja rola w Bełchatowie była całkiem inna. Piechocki zaproponował mi naprawdę duże pieniądze za zdemaskowanie kogoś wewnątrz klubu, który działał na jego szkodę. Jeszcze nie byłam pewna, czy jest to jakaś osobista wendeta prezesa, czy rzeczywiście mieli w swych szeregach przysłowiowego kreta. Miałam za mało informacji.
Dwa miesiące temu, gdy odebrałam telefon od właściciela Skry uznałam to za całkowite szaleństwo i odmówiłam. Jednak zdanie zmieniłam po tym w jak zaskakujący sposób klub stracił możliwość zakupu de Ceco, mając go w zasadzie w garści. Do opinii publicznej wyciekły informacje, które wyciec nie powinny, więc cała sprawa zaczęła mnie intrygować. Z samej zawodowej ciekawości.
Z zainteresowaniem wpatrywałam się w zawodników, którzy słuchali mojej cover story bardzo uważnie. Wzrok zatrzymałam dopiero na Łasko. Siedział bokiem, ale jeszcze mnie nie dostrzegł. Im dalej w swojej opowieści zagłębiał się Nawrocki, nadal nie wyjawiając mojego nazwiska, tym wyżej podnosiły się jego kąciki ust.

Skubany! Wiedziałam, że się pierwszy domyśli. Muszę sobie gdzieś zapisać, żeby się do niego nie zbliżać. Z krótkimi włosami jest jeszcze bardziej seksowny.

Mimowolnie wróciłam pamięcią do naszego ostatniego spotkania we Włoszech, które prawie zakończyło się namiętną nocą w moim mieszkaniu. Przeszkodził nam mój ówczesny pracodawca, ściągając mnie do siedziby klubu w środku nocy. Mijaliśmy się później na halach wiele razy, jednak jakoś nigdy nie było okazji, ani nastroju by zakończyć to co zaczęliśmy.
Wróciłam myślami do rzeczywistości dopiero, gdy usłyszałam podniesiony głos Kurka:
- Nowicka?! Chyba sobie trener żartuje! Nie mam zamiaru wchodzić do jednego pomieszczenia z tym babsztylem! Przysięgam na pamięć mojej babki! – jak ja uwielbiam jego wybuchy niezadowolenia. Gorzej niż z dzieckiem.
- No to musisz kochaniutki zacząć się kajać w myślach, bo już tu jestem. – z uśmiechem podeszłam do osłupiałego przyjmującego. Odwrócił się w stronę trenera, gdy byłam tuż przy nim jakby szukał jego pomocy. Pogłaskałam go po policzku, ale ten czując mój dotyk odskoczył, momentalnie robiąc się na twarzy czerwony, a ja ze śmiechem dodałam:
- Brakuje Ci tylko tupnięcia nóżką do twego wizerunku pokrzywdzonego dziecka.
Nie zareagował na zaczepkę, spojrzał tylko na mnie nienawistnym spojrzeniem, odwrócił się na pięcie i wyszedł wściekły z hali. Powiodłam po reszcie zdziwionym wzrokiem i teatralnie rozłożyłam ręce mówiąc:
- Powiedziałam coś złego?
Odpowiedział mi śmiech połowy zawodników i trenera, który uścisnął mi rękę.
- Monia, Ty się nigdy nie zmienisz?
- Tak mi dobrze, Jacku. – puściłam mu oczko i zaczęłam witać się z resztą zawodników.
Najmilej na mój widok zareagował Aleks, którego wczoraj poznałam, bo uścisnął mnie przyjaźnie, jakbyśmy znali się od dawna. Ponad jego obejmującym mnie ramieniem zauważyłam ciekawe spojrzenie Michała.  
- Aleks, dusisz mnie.
- Oj przepraszam, rzeczywiście widzimy się szybciej niż przewidywałem.
- Ja nigdy nie kłamię, zapisz to. – za śmiechem wyswobodziłam się z jego ramion i podeszłam do Łasko.
- Czy mi się wydaje czy jesteś najmniej zdziwiony moim pojawieniem się?
- Po prostu się ucieszyłem. Wbrew pozorom bardzo Cię szanuję, czego Bartek chyba powiedzieć nie może.
Mina mi zrzedła na samo wspomnienie o przyjmującym.
- Chyba będę musiała iść go poszukać i chociaż spróbować z nim porozmawiać.
- Mogłaś darować sobie to wejście smoka. – mówił całkiem poważnie. Już bez ironii, czy sarkazmu w głosie. Z tym swoim karcącym spojrzeniem patrzył na mnie z góry.
Zmarszczyłam nos udając, że intensywnie myślę.
- Nieee. – uśmiechem zareagował na moje zaprzeczenie.
- To cię bawi?
- Nawet nie wiesz jak bardzo. Dobra, idę. – klasnęłam w dłonie, sama sobie dodając woli walki.- Jakbym nie wróciła za pół godziny, to znaczy, że Kurek mnie zamordował albo ja jego i uciekam właśnie do innego kraju.
Spojrzał na mnie z lekkim politowaniem, ale odpowiedział:
- Jakby coś się działo, to dzwoń.
- Będę krzyczeć.

~
Rozdział szybko oddany do Waszej oceny ;) Przyznaję, ze ja też mam za dużo lat, żeby jarać się Aleksem, ale te jego duuuże oczy coś mi ostatnio spokoju nie dają, więc małą rólkę w tym opowiadaniu też dostał.
Miłego czytania :*

2 komentarze:

  1. Witam witam, przeczytałam pomiędzy nauką kwasów i wodorotlenków/układu wydalniczego/pieśni Kochanowskiego/czasu Passé composé i jestem pewna, że panna Monika równo da w kość siatkarzom. I bardzo dobrze, bo czuję, że wyjdą z tego niezłe akcje ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. Ohoho laska jest świetna!!! Oby więcej takich kobiet na świecie!! Co do Łaski to kurcza sikam w majtki jak Go widzę!!! Nim się jaram nawet bardzo!!!

    OdpowiedzUsuń