czwartek, 15 marca 2012

V




Wracałam do Jastrzębia-Zdrój z dziwną lekkością serca. Po raz pierwszy od dawna czułam się dobrze. Ucieszył mnie nawet fakt, że myślałam poważnie o swojej przyszłości, i że zaczynałam dojrzewać do stabilizacji. Do tej pory unikałam związków jak ognia. Prawdopodobnie dlatego, że sama pochodzę z dysfunkcyjnej rodziny, w której nigdy nie było ojca. Ale teraz to już nie miało jakiegokolwiek znaczenia. Zyskałam wspaniałego brata i w moim życiu pojawił się mężczyzna, na którym chyba mi zależało.

Wszystko wydawało mi się całkiem banalne i proste w wykonaniu. Do czasu, gdy podjechałam pod hale i przez przednią szybę zobaczyłam siedzącą na schodach Milenę. Z niewiadomych przyczyn przeczuwałam, że to spotkanie nie skończy się najlepiej. Poprawiłam włosy w lusterku, wzięłam głęboki oddech i wysiadłam. Z wysoko podniesioną głową i sztucznym uśmiechem na twarzy ruszyłam w jej kierunku. Zauważyła mnie, gdy byłam kilka metrów przed nią i wstała z miejsca. Nie miałam najmniejszej ochoty zaczynać rozmowy, więc próbowałam wyminąć jej postać i wejść bez słowa do hali. Niestety zastąpiła mi drogę. Jako siatkarka była zdecydowanie wyższa, więc musiałam zadrzeć głowę wysoko do góry, by spojrzeć jej w oczy.
Punkt dla ciebie!
- Widzę, że tak daleką drogę z Włoch pokonałaś całkiem na marne.
- Tak ci się tylko wydaje. – wzrok miała zimny i skupiony, ale szczęka jej lekko drgała. Dzięki temu wiedziałam, że mam przewagę. Pewnie ledwo się powstrzymywała, żeby mi nie przywalić. Uśmiechnęłam się bez cienia sympatii.
- W takim razie, w czym mogę ci pomóc. Musisz mieć jakiś interes, skoro nie pozwalasz mi wejść do mojego miejsca pracy.
Oczy jej się zwęziły, a tęczówki ściemniały. W takich właśnie momentach najbardziej przypominamy zwierzęta: agresywne i nieobliczalne. Pochyliła się i prosto w twarz, przez zaciśnięte zęby wysyczała:
- Trzymaj się jak najdalej od mojego narzeczonego! Bo inaczej... – przerwałam jej w połowie zdania.
- Po pierwsze takim tonem to ty możesz mówić co najwyżej do swoich koleżanek z zespołu, a po drugie zejdź mi w tej chwili z drogi! – wdawanie się w dyskusję z niestabilną nerwowo kobietą nie miało żadnego sensu. Po raz kolejny próbowałam ją wyminąć, ale złapała mnie za ramię.
- Michał jest mój! – chciałam się jej zaśmiać w twarz lub rzucić jakąś obelgą, która da mi przewagę. Jednak nie mogłam nic z tego zrobić, gdy spojrzałam jej w oczy. Było w nich coś z przerażonej kobiety, która rzuca wszystko na jedną szale. Spytałam więc spokojnie:
- Niby dlaczego? Rozstaliście się ponad pół roku temu.
- Dwa miesiące temu spotkaliśmy się na Pucharze Świata, coś między nami zaiskrzyło i spędziliśmy ze sobą noc. A... – widziałam, że resztką sił powstrzymuje łzy. – A teraz jestem w ciąży. – Wpatrywałam się w nią szeroko otwartymi oczami. Bez słowa. Zastygłam, nawet nie czując, że nadal ściska moją rękę.
- Że co jesteś?! – obie przestraszone podskoczyłyśmy i odwróciłyśmy się w stronę, skąd dobiegał  głos Michała. Stał oparty o otwarte drzwi hali, najwidoczniej dopiero co skończyli poranny trening.
- Możesz mi wytłumaczyć to co usłyszałem?! – był wściekły, a krew zaczęła odpływać mu z twarzy.
- Michał... – Milena zaczęła mówić, ale ja już nic nie słysząc, powoli robiłam kolejne kroki w tył. Gdy dotarło do mnie to, że Milena jest w ciąży, zaczęłam zastanawiać się nad tym co powiedziała wcześniej: „Dwa miesiące temu spotkaliśmy się na Pucharze Świata”. Szybko przekalkulowałam, że był to listopad, a ja pojawiłam się w Jastrzębiu w październiku i nasz pierwszy pocałunek również był w tym miesiącu.
Fuck! Znowu wyszła ze mnie ta naiwna kretynka!
Michał musiał zauważyć mój odwrót, bo po chwili usłyszałam:
- Monia, poczekaj! Ja nie wiem o co jej chodzi, to nie jest tak jak myślisz!
Stanęłam w drzwiach prowadzących na halę.
- Wiecie co, jesteście siebie warci! Życzę szczęścia! – odwróciłam się na pięcie i z impetem wleciałam do hali. Nie przewidziałam tylko, że na mojej drodze stanie dwumetrowy facet, o którego się obiję.
- O cześć! Przepraszam, że na ciebie wpadłem. – tej serbskiej paplaniny nie mogłam pomylić z nikim innym. – Ej słuchaj! Wchodzisz, czy wychodzisz z hali? Bo mi się samochód popsuł, mogłabyś mnie podrzucić do domu, cooo?
- Pracy mi się odechciało już całkiem, więc mogę cię podwieźć.
Spojrzał na mnie badawczo, a następnie na Michała i Milenę, którzy również stali w przejściu.
- Coś się stało?
- Nie gadaj głupot, tylko chodź. – pociągnęłam go za rękę, by jak najszybciej zniknąć z pola widzenia Michała. Jego wzrok palił, razem z tym poczuciem winy, które w nich widziałam.
Byliśmy już przy samochodzie, gdy Aleks się odezwał.
- Może ja poprowadzę, co? A ty się uspokoisz w tym czasie.
- O co ci chodzi? – spojrzałam na niego wrogo , ale szybko powiodłam wzrokiem za jego wymownymi spojrzeniami. Połowa mojej torebki wylądowała na ziemi, bo trzęsącymi się rękoma nie mogłam w niej znaleźć kluczy do samochodu. Podszedł i zabrał mi ją z rąk. Stojąc przede mną wsadził dłoń do kieszeni mojego płaszcza i z rozbrajającym uśmiechem wyciągnął stamtąd kluczyk. Mimowolnie poczułam jak się rozluźniam.
- Okej. Ale dzieciom w Serbii wydają prawa jazdy?
- Ej! Nie jestem już taki młody!
- A pełnoletni chociaż? – dobry nastrój Aleksa zaczął mi się udzielać.
- Po co ci takie informacje?
- Zobaczysz.

Podczas jazdy siedziałam zamyślona, ze wzrokiem wlepionym w krajobraz. Próbowałam zrozumieć, jak Michał mógł tak postąpić. Po chwili jednak doszło do mnie, że przecież ja zachowuje się tak przez całe moje życie.
- Monia. – mruknął nagle Aleks.
- Tak?
- Ktoś za nami jedzie.
- Słucham?!
- No ktoś nas śledzi. Tylko się nie denerwuj.
Ach, tak. Śledzi nas. Śledzi nas???
- Jak to śledzi? – krzyknęłam. – Skąd wiesz?
- Widzę ten samochód, odkąd wyjechaliśmy spod hali.
- Może to przypadek?
- Gdybyś nie była taka zamyślona, zauważyłabyś, że parę razy skręciłem w ostatniej chwili, w zupełnie absurdalnych miejscach. Kluczę bocznymi drogami. A oni nadal są za nami. Nie wierzę w takie przypadki.
Poczułam jak krew odpływa mi z twarzy i gromadzi się w stopach. To chyba objaw paniki.
- Na to się nie pisałam. – wyszeptałam po polsku. – Zabiję Piechockiego.
- Co takiego?!
- No wiesz, czasami klienci nie są zadowoleni. Zwłaszcza ci z Rosji. No co ty! Żartuję! Skąd mam wiedzieć kto to jest?
Nagle samochód zaczął nas wyprzedzać.
- Widzisz. – ucieszyłam się. – Jednak nas nie śle...
- Schyl się! – krzyknął Aleks, gwałtownie hamując.
Z całej siły złapał mnie za głowę i prawie wcisnął pod siedzenie. W tej samej chwili nastąpiło coś jak wybuch i grad szkła jednocześnie. Samochód tańczył na jezdni. Przez moment pomyślałam nawet, że to ostatnie sekundy mojego życia. Wszelako żyliśmy jeszcze. Samochód, który nas staranował stanął, a potem ruszył z piskiem opon oddalając się. Wreszcie uniosłam głowę. Byłam cała w okruchach szyby. Aleks również. Z lekkiego rozcięcia na brwi sączyła się krew.
- Aleks, oni chcieli nas zabić! – wrzasnęłam.
- Też mi się tak wydaje. – mruknął.
Wyciągnął z kieszeni telefon i zadzwonił pod 997.
- Co robisz?!
- A jak myślisz? Trzeba to zgłosić, dopóki pamiętam jeszcze numery rejestracyjne tego wozu.

Pół godziny później siedziałam okryta kocem na tylnym siedzeniu policyjnego samochodu. Wprawdzie ktoś chciał mnie i Aleksa zabrać na obserwację do szpitala, ale stanowczo odmówiliśmy. Rana chłopaka nie wymagała nawet zszycia.  Samochód został odholowany, nie wiem, czy będzie można go naprawić. Od jakiś 15stu minut powtarzaliśmy kolejnym policjantom, że nie mamy pojęcia kim byli mężczyźni w czarnym samochodzie i dlaczego mieli broń. Aleks powtarzał kombinację cyfr z tablic rejestracyjnych tak często, że nawet ja nauczyłam się jej na pamięć. Prawda jest taka, że nie mam pojęcia kim byli ci faceci, ale na pytanie, dlaczego chcieli wepchnąć mój samochód do rowu bardzo szybko umiałabym odpowiedzieć. Gdyby tylko któryś z policjantów o to oczywiście spytał. Dobrze, że żaden z nich nie był na tyle rozgarnięty. Sprawę między mną a Piechockim musiałam załatwić osobiście. Rozmyślanie nad tym co mu bolesnego zrobię, jak go zobaczę przerwał jednak Aleks.
- Jeden z policjantów powiedział, że nas zawiezie do domu. – pomógł mi wstać i objął ramieniem. W zasadzie tego nie potrzebowałam. Nie byłam ani rozbita, ani wystraszona, żeby mnie teraz przytulać i spokojnie poklepywać po plecach. Byłam jedynie wściekła, a to chyba całkiem inne uczucia. Mimo to, po raz kolejny w towarzystwie Serba nie zaprotestowałam. Przy nim nie musiałam być tą twardą Nowicką. Bycie tą delikatną też było przyjemne.

- Może wejdziesz do mnie na chwilę? – jedną dłonią otwierałam drzwi do mieszkania, a drugą ściągałam ze swoich ramion jego klubową bluzę.
- A masz coś mocniejszego?
Zaśmiałam się cicho.
- Masz skołatane nerwy?
- Nie na co dzień ktoś chce mnie zepchnąć z drogi.
Wyglądał całkiem uroczo opierając się skronią o framugę drzwi i patrząc na mnie.
- Mam wino, może być?
Skinął tylko głową i weszliśmy do mieszkania.
Od kilku minut później popijaliśmy w ciszy alkohol. Znowu objął mnie ramieniem, a ja położyłam głowę na jego barku. Przymykając oczy wdychałam jego zapach. Lekka woń płynu do płukania tkanin przebijała się przez mocniejsze perfumy.
- Wiesz kto to był? – nie otworzyłam oczu, wzięłam jedynie jeszcze jeden głębszy wdech.
- Nie mam pojęcia. Naprawdę. Domyślam się dlaczego, ale nie wiem kto.
- Dlaczego?
Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Nie powiesz mi, prawda?
- Prawda.
- Co jest między tobą a Michałem?
Podniosłam zdziwiona wzrok.
- A ty co taki wścibski się zrobiłeś?
- Myślę, że przynajmniej na jedną odpowiedź zasłużyłem. W gruncie rzeczy uratowałem ci dzisiaj życie.
Przez dobre 10 sekund wpatrywałam się w jego oczy, a nasze twarze dzieliło może kilka centymetrów. Wytrzymał, nie odwrócił wzroku.
- Nie ma nic. Było, ale już nie ma. Milena wróciła.
Już od kilku miesięcy nie rozumiałam jego fenomenu. Przy Aleksie nie potrafiłam kłamać, coś w jego słowach, spojrzeniu, postawie powodowało, że byłam szczera.
- To co czujesz minie. Skoro Michał sprawił ci przykrość, nawet jeśli tylko o tym pomyślał, to nie zasługuje na kogoś takiego jak ty.
Uśmiechnęłam się nadal patrząc mu w oczy.
- Możesz mi powtórzyć ile ty masz właściwie lat?
Pochylił się nieznacznie w moją stronę i z ustami tuż przy moich wyszeptał:
- Wystarczająco dużo, by móc zrobić to.
Pocałował mnie, a ja całkiem rozpłynęłam się w jego pełnych ustach, które z sekundy na sekundę robiły się coraz bardziej zachłanne. Wplotłam obie ręce w jego loki przyciągając go do siebie. Jego dłonie krążyły gdzieś pod bluzką, której bardzo szybko się pozbyliśmy. Ten sam koniec czekał resztę naszych ubrań. Kochaliśmy się mocno i namiętnie, tak jakby resztka adrenaliny z popołudniowego wypadku dopiero teraz znalazła z nas ujście. Szczytując głośno krzyczałam jego imię, mając  nadzieje, że ściany rzeczywiście są na tyle grube, by to zagłuszyć, a moje paznokcie zostawiły na jego plecach parę pamiątek. Po wszystkim Aleks położył się obok mnie i delikatnie gładził moje włosy. Pocałowałam go delikatnie i wtuliłam twarz w jego szyję. Czułam pod wargami równy, spokojny puls. Potrzebowałam tego. Czułości i bliskości. A potem zapadłam w sen, tak bezpieczna i ukojona, jak jeszcze nigdy, odkąd sięgam pamięcią.

~
Tego się chyba Moje Drogie nie spodziewałyście, co nie? :p Ale spokojnie, to dopiero początek, Łasko również nie zabraknie. W tym odcinku jest złym Michałem, bo musiało się mu oberwać za kopanie bydgoskich piłek w przegranym meczu z Delectą, w niedzielę. Wylewanie frustracji na rzeczach nie pomaga, jedynie powoduje pojawianie się żółtych kartek ;) 
Tak w ogóle to skorzystam z okazji i zareklamuję swój nowy projekt, który jest bardziej dziennikarski: http://www.facebook.com/LiniaTrzeciegoMetra.
Chcę w ten sposób rozkręcić swoją współpracę z siatka.org, więc liczę na Wasze lajki, komentarze i dyskusje. To rozwija i pomaga, a Wy będziecie na bieżąco informowane o siatkarskich newsach i wynikach :)

2 komentarze:

  1. Wow!! No tak tego to ja się nie spodziewałam!!! Ale, ze przeleciała Aleksa to serbskie dziecko???
    Michał Ty duży świntuchu ty!!!!
    Uwielbiam te Twoje zwroty akcji!!!!
    ~czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie no, kolejna dobra piosenka! Widzę, że mamy podobny gust muzyczny ^^ Co do rozdziału, TEGO SIĘ NIE SPODZIEWAŁAM. Nie spodziewałam się takiego Michała, nie spodziewałam się tej strzelaniny, a na pewno nie spodziewałam się końcówki. Powtórzę się po raz enty, ZASKAKUJESZ DZIEWCZYNO! Oczywiście fejsbusia polubiłam i chcę zaprosić na 18 rozdział u mnie :*

    OdpowiedzUsuń