Wracałam do Jastrzębia-Zdrój z
dziwną lekkością serca. Po raz pierwszy od dawna czułam się dobrze. Ucieszył
mnie nawet fakt, że myślałam poważnie o swojej przyszłości, i że zaczynałam
dojrzewać do stabilizacji. Do tej pory unikałam związków jak ognia. Prawdopodobnie
dlatego, że sama pochodzę z dysfunkcyjnej rodziny, w której nigdy nie było
ojca. Ale teraz to już nie miało jakiegokolwiek znaczenia. Zyskałam wspaniałego
brata i w moim życiu pojawił się mężczyzna, na którym chyba mi zależało.
Wszystko wydawało mi się całkiem
banalne i proste w wykonaniu. Do czasu, gdy podjechałam pod hale i przez
przednią szybę zobaczyłam siedzącą na schodach Milenę. Z niewiadomych przyczyn
przeczuwałam, że to spotkanie nie skończy się najlepiej. Poprawiłam włosy w
lusterku, wzięłam głęboki oddech i wysiadłam. Z wysoko podniesioną głową i
sztucznym uśmiechem na twarzy ruszyłam w jej kierunku. Zauważyła mnie, gdy byłam
kilka metrów przed nią i wstała z miejsca. Nie miałam najmniejszej ochoty
zaczynać rozmowy, więc próbowałam wyminąć jej postać i wejść bez słowa do hali.
Niestety zastąpiła mi drogę. Jako siatkarka była zdecydowanie wyższa, więc
musiałam zadrzeć głowę wysoko do góry, by spojrzeć jej w oczy.
Punkt
dla ciebie!
- Widzę, że tak daleką drogę z Włoch
pokonałaś całkiem na marne.
- Tak ci się tylko wydaje. – wzrok
miała zimny i skupiony, ale szczęka jej lekko drgała. Dzięki temu wiedziałam,
że mam przewagę. Pewnie ledwo się powstrzymywała, żeby mi nie przywalić. Uśmiechnęłam
się bez cienia sympatii.
- W takim razie, w czym mogę ci pomóc.
Musisz mieć jakiś interes, skoro nie pozwalasz mi wejść do mojego miejsca
pracy.
Oczy jej się zwęziły, a tęczówki
ściemniały. W takich właśnie momentach najbardziej przypominamy zwierzęta:
agresywne i nieobliczalne. Pochyliła się i prosto w twarz, przez
zaciśnięte zęby wysyczała:
- Trzymaj się jak najdalej od mojego
narzeczonego! Bo inaczej... – przerwałam jej w połowie zdania.
- Po pierwsze takim tonem to ty
możesz mówić co najwyżej do swoich koleżanek z zespołu, a po drugie zejdź mi w
tej chwili z drogi! – wdawanie się w dyskusję z niestabilną nerwowo kobietą nie
miało żadnego sensu. Po raz kolejny próbowałam ją wyminąć, ale złapała mnie za
ramię.
- Michał jest mój! – chciałam się
jej zaśmiać w twarz lub rzucić jakąś obelgą, która da mi przewagę. Jednak nie
mogłam nic z tego zrobić, gdy spojrzałam jej w oczy. Było w nich coś z
przerażonej kobiety, która rzuca wszystko na jedną szale. Spytałam więc
spokojnie:
- Niby dlaczego? Rozstaliście się
ponad pół roku temu.
- Dwa miesiące temu spotkaliśmy się
na Pucharze Świata, coś między nami zaiskrzyło i spędziliśmy ze sobą noc. A... –
widziałam, że resztką sił powstrzymuje łzy. – A teraz jestem w ciąży. –
Wpatrywałam się w nią szeroko otwartymi oczami. Bez słowa. Zastygłam, nawet nie
czując, że nadal ściska moją rękę.
- Że co jesteś?! – obie przestraszone podskoczyłyśmy i odwróciłyśmy się w stronę, skąd dobiegał głos Michała. Stał oparty o otwarte drzwi
hali, najwidoczniej dopiero co skończyli poranny trening.
- Możesz mi wytłumaczyć to co
usłyszałem?! – był wściekły, a krew zaczęła odpływać mu z twarzy.
- Michał... – Milena zaczęła mówić,
ale ja już nic nie słysząc, powoli robiłam kolejne kroki w tył. Gdy dotarło do
mnie to, że Milena jest w ciąży, zaczęłam zastanawiać się nad tym co powiedziała
wcześniej: „Dwa miesiące temu spotkaliśmy się na Pucharze Świata”. Szybko
przekalkulowałam, że był to listopad, a ja pojawiłam się w Jastrzębiu w październiku
i nasz pierwszy pocałunek również był w tym miesiącu.
Fuck!
Znowu wyszła ze mnie ta naiwna kretynka!
Michał musiał zauważyć mój odwrót,
bo po chwili usłyszałam:
- Monia, poczekaj! Ja nie wiem o co
jej chodzi, to nie jest tak jak myślisz!
Stanęłam w drzwiach prowadzących na
halę.
- Wiecie co, jesteście siebie warci!
Życzę szczęścia! – odwróciłam się na pięcie i z impetem wleciałam do hali. Nie
przewidziałam tylko, że na mojej drodze stanie dwumetrowy facet, o którego się
obiję.
- O cześć! Przepraszam, że na ciebie
wpadłem. – tej serbskiej paplaniny nie mogłam pomylić z nikim innym. – Ej słuchaj!
Wchodzisz, czy wychodzisz z hali? Bo mi się samochód popsuł, mogłabyś mnie
podrzucić do domu, cooo?
- Pracy mi się odechciało już
całkiem, więc mogę cię podwieźć.
Spojrzał na mnie badawczo, a
następnie na Michała i Milenę, którzy również stali w przejściu.
- Coś się stało?
- Nie gadaj głupot, tylko chodź. –
pociągnęłam go za rękę, by jak najszybciej zniknąć z pola widzenia
Michała. Jego wzrok palił, razem z tym poczuciem winy, które w nich widziałam.
Byliśmy już przy samochodzie, gdy
Aleks się odezwał.
- Może ja poprowadzę, co? A ty się
uspokoisz w tym czasie.
- O co ci chodzi? – spojrzałam na
niego wrogo , ale szybko powiodłam wzrokiem za jego wymownymi spojrzeniami. Połowa
mojej torebki wylądowała na ziemi, bo trzęsącymi się rękoma nie mogłam w niej znaleźć
kluczy do samochodu. Podszedł i zabrał mi ją z rąk. Stojąc przede mną wsadził dłoń
do kieszeni mojego płaszcza i z rozbrajającym uśmiechem wyciągnął stamtąd
kluczyk. Mimowolnie poczułam jak się rozluźniam.
- Okej. Ale dzieciom w Serbii wydają
prawa jazdy?
- Ej! Nie jestem już taki młody!
- A pełnoletni chociaż? – dobry nastrój
Aleksa zaczął mi się udzielać.
- Po co ci takie informacje?
- Zobaczysz.
Podczas jazdy siedziałam zamyślona,
ze wzrokiem wlepionym w krajobraz. Próbowałam zrozumieć, jak Michał mógł tak
postąpić. Po chwili jednak doszło do mnie, że przecież ja zachowuje się tak
przez całe moje życie.
- Monia. – mruknął nagle Aleks.
- Tak?
- Ktoś za nami jedzie.
- Słucham?!
- No ktoś nas śledzi. Tylko się nie
denerwuj.
Ach,
tak. Śledzi nas. Śledzi nas???
- Jak to śledzi? – krzyknęłam. –
Skąd wiesz?
- Widzę ten samochód, odkąd
wyjechaliśmy spod hali.
- Może to przypadek?
- Gdybyś nie była taka zamyślona,
zauważyłabyś, że parę razy skręciłem w ostatniej chwili, w zupełnie absurdalnych
miejscach. Kluczę bocznymi drogami. A oni nadal są za nami. Nie wierzę w takie
przypadki.
Poczułam jak krew odpływa mi z
twarzy i gromadzi się w stopach. To chyba objaw paniki.
- Na to się nie pisałam. –
wyszeptałam po polsku. – Zabiję Piechockiego.
- Co takiego?!
- No wiesz, czasami klienci nie są
zadowoleni. Zwłaszcza ci z Rosji. No co ty! Żartuję! Skąd mam wiedzieć kto to
jest?
Nagle samochód zaczął nas
wyprzedzać.
- Widzisz. – ucieszyłam się. –
Jednak nas nie śle...
- Schyl się! – krzyknął Aleks,
gwałtownie hamując.
Z całej siły złapał mnie za głowę i
prawie wcisnął pod siedzenie. W tej samej chwili nastąpiło coś jak wybuch i
grad szkła jednocześnie. Samochód tańczył na jezdni. Przez moment pomyślałam
nawet, że to ostatnie sekundy mojego życia. Wszelako żyliśmy jeszcze. Samochód,
który nas staranował stanął, a potem ruszył z piskiem opon oddalając się.
Wreszcie uniosłam głowę. Byłam cała w okruchach szyby. Aleks również. Z
lekkiego rozcięcia na brwi sączyła się krew.
- Aleks, oni chcieli nas zabić! –
wrzasnęłam.
- Też mi się tak wydaje. – mruknął.
Wyciągnął z kieszeni telefon i
zadzwonił pod 997.
- Co robisz?!
- A jak myślisz? Trzeba to zgłosić, dopóki
pamiętam jeszcze numery rejestracyjne tego wozu.
Pół godziny później siedziałam
okryta kocem na tylnym siedzeniu policyjnego samochodu. Wprawdzie ktoś chciał
mnie i Aleksa zabrać na obserwację do szpitala, ale stanowczo odmówiliśmy. Rana
chłopaka nie wymagała nawet zszycia. Samochód
został odholowany, nie wiem, czy będzie można go naprawić. Od jakiś 15stu
minut powtarzaliśmy kolejnym policjantom, że nie mamy pojęcia kim byli mężczyźni
w czarnym samochodzie i dlaczego mieli broń. Aleks powtarzał kombinację cyfr z tablic
rejestracyjnych tak często, że nawet ja nauczyłam się jej na pamięć. Prawda jest taka,
że nie mam pojęcia kim byli ci faceci, ale na pytanie, dlaczego chcieli
wepchnąć mój samochód do rowu bardzo szybko umiałabym odpowiedzieć. Gdyby tylko
któryś z policjantów o to oczywiście spytał. Dobrze, że żaden z nich nie był na tyle rozgarnięty.
Sprawę między mną a Piechockim musiałam załatwić osobiście. Rozmyślanie nad tym
co mu bolesnego zrobię, jak go zobaczę przerwał jednak Aleks.
- Jeden z policjantów powiedział, że
nas zawiezie do domu. – pomógł mi wstać i objął ramieniem. W zasadzie tego nie
potrzebowałam. Nie byłam ani rozbita, ani wystraszona, żeby mnie teraz przytulać
i spokojnie poklepywać po plecach. Byłam jedynie wściekła, a to chyba całkiem
inne uczucia. Mimo to, po raz kolejny w towarzystwie Serba nie zaprotestowałam.
Przy nim nie musiałam być tą twardą Nowicką. Bycie tą delikatną też było
przyjemne.
- Może wejdziesz do mnie na chwilę? –
jedną dłonią otwierałam drzwi do mieszkania, a drugą ściągałam ze swoich ramion
jego klubową bluzę.
- A masz coś mocniejszego?
Zaśmiałam się cicho.
- Masz skołatane nerwy?
- Nie na co dzień ktoś chce mnie
zepchnąć z drogi.
Wyglądał całkiem uroczo opierając
się skronią o framugę drzwi i patrząc na mnie.
- Mam wino, może być?
Skinął tylko głową i weszliśmy do
mieszkania.
Od kilku minut później popijaliśmy w
ciszy alkohol. Znowu objął mnie ramieniem, a ja położyłam głowę na jego barku.
Przymykając oczy wdychałam jego zapach. Lekka woń płynu do płukania tkanin przebijała
się przez mocniejsze perfumy.
- Wiesz kto to był? – nie otworzyłam oczu, wzięłam jedynie jeszcze jeden głębszy wdech.
- Nie mam pojęcia. Naprawdę.
Domyślam się dlaczego, ale nie wiem kto.
- Dlaczego?
Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Nie powiesz mi, prawda?
- Prawda.
- Co jest między tobą a Michałem?
Podniosłam zdziwiona wzrok.
- A ty co taki wścibski się zrobiłeś?
- Myślę, że przynajmniej na jedną
odpowiedź zasłużyłem. W gruncie rzeczy uratowałem ci dzisiaj życie.
Przez dobre 10 sekund wpatrywałam
się w jego oczy, a nasze twarze dzieliło może kilka centymetrów. Wytrzymał, nie
odwrócił wzroku.
- Nie ma nic. Było, ale już nie ma. Milena
wróciła.
Już od kilku miesięcy nie rozumiałam
jego fenomenu. Przy Aleksie nie potrafiłam kłamać, coś w jego słowach,
spojrzeniu, postawie powodowało, że byłam szczera.
- To co czujesz minie. Skoro Michał
sprawił ci przykrość, nawet jeśli tylko o tym pomyślał, to nie zasługuje na
kogoś takiego jak ty.
Uśmiechnęłam się nadal patrząc mu w
oczy.
- Możesz mi powtórzyć ile ty masz właściwie lat?
Pochylił się nieznacznie w moją
stronę i z ustami tuż przy moich wyszeptał:
- Wystarczająco dużo, by móc zrobić
to.
Pocałował mnie, a ja całkiem rozpłynęłam
się w jego pełnych ustach, które z sekundy na sekundę robiły się coraz bardziej
zachłanne. Wplotłam obie ręce w jego loki przyciągając go do siebie. Jego
dłonie krążyły gdzieś pod bluzką, której bardzo szybko się pozbyliśmy. Ten sam
koniec czekał resztę naszych ubrań. Kochaliśmy się mocno i namiętnie, tak jakby
resztka adrenaliny z popołudniowego wypadku dopiero teraz znalazła z nas ujście.
Szczytując głośno krzyczałam jego imię, mając nadzieje, że ściany rzeczywiście są na tyle
grube, by to zagłuszyć, a moje paznokcie zostawiły na jego plecach parę
pamiątek. Po wszystkim Aleks położył się obok mnie i delikatnie gładził moje
włosy. Pocałowałam go delikatnie i wtuliłam twarz w jego szyję. Czułam pod
wargami równy, spokojny puls. Potrzebowałam tego. Czułości i bliskości. A potem
zapadłam w sen, tak bezpieczna i ukojona, jak jeszcze nigdy, odkąd sięgam
pamięcią.
~
Tego się chyba Moje Drogie nie spodziewałyście, co nie? :p Ale spokojnie, to dopiero początek, Łasko również nie zabraknie. W tym odcinku jest złym Michałem, bo musiało się mu oberwać za kopanie bydgoskich piłek w przegranym meczu z Delectą, w niedzielę. Wylewanie frustracji na rzeczach nie pomaga, jedynie powoduje pojawianie się żółtych kartek ;)
Tak w ogóle to skorzystam z okazji i zareklamuję swój nowy projekt, który jest bardziej dziennikarski: http://www.facebook.com/LiniaTrzeciegoMetra.
Chcę w ten sposób rozkręcić swoją współpracę z siatka.org, więc liczę na Wasze lajki, komentarze i dyskusje. To rozwija i pomaga, a Wy będziecie na bieżąco informowane o siatkarskich newsach i wynikach :)
Wow!! No tak tego to ja się nie spodziewałam!!! Ale, ze przeleciała Aleksa to serbskie dziecko???
OdpowiedzUsuńMichał Ty duży świntuchu ty!!!!
Uwielbiam te Twoje zwroty akcji!!!!
~czytelniczka
Nie no, kolejna dobra piosenka! Widzę, że mamy podobny gust muzyczny ^^ Co do rozdziału, TEGO SIĘ NIE SPODZIEWAŁAM. Nie spodziewałam się takiego Michała, nie spodziewałam się tej strzelaniny, a na pewno nie spodziewałam się końcówki. Powtórzę się po raz enty, ZASKAKUJESZ DZIEWCZYNO! Oczywiście fejsbusia polubiłam i chcę zaprosić na 18 rozdział u mnie :*
OdpowiedzUsuń