niedziela, 4 marca 2012

III




Przez kolejne cztery dni robiłam wszystko, żeby tylko uniknąć spotkania z Łasko. Snułam się po hali i chowałam w gabinetach, gdy tylko widziałam któregoś z zawodników. Nocami przeglądałam papiery szukając kreta. Brak snu tylko zwiększał moje podenerwowanie. Odkryłam co prawda kilka niedopatrzeń ze strony księgowej, ale nie były to oskarżenia, którymi mogłam kogokolwiek obarczyć. Minęło zbyt mało czasu, a mimo to zaczynałam wątpić w istnienie owego „zdrajcy”. Byłam wściekła na Dragana, za to że nie potrafi utrzymać języka za zębami, a to mnie dodatkowo rozpraszało.
Po bezowocnym spotkaniu z radą nadzorczą postanowiłam pojechać do domu. Szefowie Skry zachowywali się spokojnie, nie zauważyłam żadnych nerwowych spojrzeń, czy dziwnych wypowiedzi. Albo, któryś z nich był świetnym aktorem, albo po prostu nie mieli z tym nic wspólnego. Chyba nawet nie podejrzewali, że moje zatrudnienie to jedna wielka bujdą.

- Zrobiłem kolację! – przeszczęśliwy Serb wpakował mi się do mieszkania, nawet nie czekając na zaproszenie. Przepchnął się tylko obok mnie i powędrował z żaroodpornym naczyniem w ręku prosto do kuchni.
- Brawo! Mam cię pochwalić? – nie miałam najmniejszej ochoty na wizytę kogokolwiek. – Pewnie odkryłeś do czego służy kuchenka?
- Głupia. – z politowaniem spojrzał na mnie przez ramię. Szperał mi po szafach, szukając zapewne talerzy. – Gdzie...?
- Górna szafka po lewej.
Oparłam się ramieniem o ścianę i w milczeniu obserwowałam Aleksa. Nawet przy nakładaniu jedzenia uśmiech nie schodził mu z twarzy. Od czasu do czasu rzucał mi jedynie szybkie spojrzenie ciemnych oczu znad naczyń.
- Mogłabyś wyciągnąć kieliszki i jakieś wino do tego, może być czerwone.
Już otwierałam usta żeby mu powiedzieć, jak głęboko w poważaniu mam jego polecenia. Jednak coś mnie powstrzymało. Serb był miły i bezinteresowny w swoich działaniach. Całkiem przyjemna odmiana po styczności z ludźmi, których zachowania są zawsze podyktowane ich wewnętrznymi celami i pobudkami. Westchnęłam głośno otwierając butelkę i spytałam:
- Właściwie co to za danie?
- Serbska musaka. Moje popisowe.

- Matko, to było pyszne! – nie mogłam powstrzymać zachwytu nad tym co stworzył siatkarz.
Aleks podniósł kieliszek w geście podziękowania. Usiadłam obok niego na kanapie. Zmęczenie po całym tygodniu dawało się we znaki. Teraz najedzona, z kieliszkiem wina w ręku mogłam się zrelaksować. Mimowolnie oparłam głowę na jego ramieniu.
- Dziękuję.
- Lubię spędzać z tobą czas.
Zaśmiałam się gorzko.
- Chyba ty jedyny.
- Nie rozumiem, dlaczego niektórzy cię tak źle odbierają.
Westchnęłam.
-  Przez te wszystkie lata pracy przy siatkówce przysporzyłam sobie wielu wrogów. Myślę, że zrozumiałbyś gdybyś zobaczył mnie w akcji.
- Nie sądzę. Każdy robi to co w czym jest najlepszy, szanuję cię za to, że twoja praca przynosi efekty. Nawet jeśli niektórym się to nie podoba. Z tego co wiem, to nikt nie może zarzucić ci chwytów poniżej pasa.
Podniosłam nieco głowę, opierając się podbródkiem na jego ramieniu. Zapatrzyłam się w jego czekoladowe tęczówki myśląc nad odpowiedzią.
- Staram się grać fair play w negocjacjach. Jednak czasami się nie da, zwłaszcza, gdy klient wymaga rezultatów. Ale wiesz czego się nauczyłam przez te prawie 7 lat pracy przy transferach? I to wcale nie związanego z pracą.
Patrzył na mnie zaciekawiony.
- Żeby nie podejmować walki, wtedy gdy wie się, że się przegra. Ale nigdy nie wolno pozwolić, żeby komuś, kto cię znieważył, uszło to na sucho. Warto czekać na stosowny moment i oddać, kiedy człowiek znajduje się w dużo lepszej sytuacji, nawet jeśli się nie pragnie odwetu. Chyba właśnie to sprawia, że inni odbierają mnie jako mściwą i zimną.
- Ja tak nie myślę. – uśmiechnęłam się lekko. Wiedziałam, że Aleks był jeszcze za młody, nie widział i nie przeżył wielu rzeczy w swoim życiu. Mimo to miło było mieć kogoś po swojej stronie.

Siedziałam akurat w przeznaczonym dla mnie gabinecie, gdy usłyszałam pukanie. Odłożyłam otwarty właśnie skoroszyt z notatkami. Do pomieszczenia wszedł mniej więcej pięćdziesięcioletni mężczyzna.
- Witam! Chciałem się przywitać. Nazywam się Waldemar Szulc.
Uścisnęłam mu dłoń i zaproponowałam by usiadł.
- Może kawy?
- Dziękuję, ja tylko na chwilkę.
Szulc, prezes zarządu EKS, jawił się jako człowiek otwarty i pod wieloma względami ujmujący. Szybko przypomniałam sobie jednak, że Piechocki uważa go za osobę niebezpieczną i przebiegłą, więc automatycznie stałam się bardziej czujna. Wymieniliśmy się kilkoma grzecznościami i porozmawialiśmy o aktualnych wydarzeniach na boisku, zanim przeszedł do właściwego tematu.
- W zasadzie to nie rozumiem dlaczego prezes panią zatrudnił.
- Pan Piechocki podpisywał ze mną umowę i myślę, że takie pytania powinien pan kierować do niego.
- Ale poczciwy Konrad nie jest do końca obiektywny, jeśli chodzi o pani pracę.
Przyjrzałam się mu uważnie, niepewna, co mężczyzna ma na myśli.
- Jest pan przeciwny mojemu zatrudnieniu?
- Tego nie powiedziałem. A to, co sądzę, i tak nie ma chyba żadnego znaczenia. Alę myślę, że zrozumiała pani, że nie każdy w tym klubie zgadza się z prezesem. – uśmiechnął się przy tym bez cienia sympatii.
- Co ma pan na myśli mówiąc: nie do końca obiektywny?
- Nie ukrywam, że każdy wie o pani wkładzie w pogrążeniu jego transferów trzy sezony temu.
Więc o to chodzi.
- A nie sądzi pan, że praca to praca? Trzy sezony temu byłam zatrudniona przez Macerate. Wtedy moja lojalność należała do nich. Teraz jest odwrotnie.
- Nie sądzę, żeby pani lojalność w stosunku do Lube Banci kiedykolwiek mogła wygasnąć.
Zmierzyłam go chłodnym spojrzeniem, udając jednocześnie zdziwienie.
- Nie mam pojęcia o czym pan mówi. Moja praca polega na polepszeniu wizerunku klubu w oczach sponsorów. Jeżeli insynuuje pan jakobym mogła działać na szkodę zarządu, a co gorsza zacznie pan to rozpowiadać, to gorzko pan tego pożałuje.
Spokojnie siedział przede mną, uśmiechając się kącikiem ust i teatralnie wywracając oczami.
- Grozisz mi? – sprytnie przeszedł na ty, chcąc w ten sposób zapewnić mnie o swoim braku szacunku w stosunku do mojej osoby. Podjęłam więc jego grę.
- Tylko ostrzegam, że zadzierasz z nieodpowiednią osobą. Myślę, że nie chciałbyś żeby twoja małżonka dowiedziała się o romansie z niejaką... – spojrzałam na kartkę szukając odpowiedniego nazwiska, po czym podniosłam wzrok. – Mileną Kowalczyk?
Zzieleniał. Zdecydowanie nie przewidział takiego obrotu spraw.
- Nie mam pojęcia o czym mówisz. Ta rozmowa nie ma sensu. Do widzenia.
Zerwał się z fotela i resztkami rozsądku podał mi przez stół rękę, choć ciało rwało się do wyjścia.
Uścisnęłam ją z uśmiechem satysfakcji i obserwowałam jego wyjście. Westchnęłam, gdy zamknął za sobą drzwi.
Zawsze reagują tak samo.
Dość często używam argumentu kochanki w swoich potyczkach. Jednak nigdy gróźb nie urzeczywistniałam. Szkoda mi kobiet, które przez tyle lat niczego nieświadome żyją u ich boku. Nie miałam prawa niszczyć ich prozaicznego szczęścia. Mi wystarczyło sianie paniki wśród ich niewiernych mężów, którzy zawsze w takich sytuacjach asekuracyjnie odchodzili od swojej linii ataku. Miałam cichą nadzieję, że Szulc zareaguje tak samo, choć podświadomie wiedziałam, że będzie inaczej. Zwłaszcza po jego subtelnej sugestii dotyczącej włoskiego klubu.

Nieco rozkojarzona wychodziłam z hali, więc na początku nie zauważyłam osoby, która opierała się o maskę mojego samochodu. Dopiero jakieś 5 metrów przed podniosłam wzrok i zachłysnęłam się powietrzem ze zdziwienia.
- Dragan! Co ty tu do cholery robisz?!
Nie usłyszałam odpowiedzi, bo szybko zamknął mnie w uścisku. Po chwili doszło do mnie jednak:
- Też się cieszę, że Cię widzę. – cmoknął mnie w policzek i dodał z uśmiechem. – Siostrzyczko.
Nerwowo rozejrzałam się dokoła, czy w pobliżu nie ma któregoś z Serbów.
- Nie odpowiedziałeś mi na pytanie.
- Nie odbierasz ode mnie telefonów, od czasu jak spytałaś się o Łasko. Co miałem innego zrobić?
- Nie no spoko. Rzucić treningi i wsiąść w samolot.
Wsiedliśmy do samochodu i gdy ruszyłam spod hali dodałam:
- Ojciec cię zabije jak się dowie.
- Nie ma na mnie takiego wpływu jak kiedyś.
- Dragan! Jest twoim trenerem! Ma wpływ większy niż kiedykolwiek. Wie, że pojechałeś do mnie?
- No dobra. Nie wie. Wkręciłem mu, że wybieram się do Michaeli,  która mnie kryje.
Westchnęłam z ulgą. Konflikt z jego ojcem w tej sytuacji nie był wskazany. Nerwowo zacisnęłam usta.
Z naszym ojcem.
To, że jestem nieślubnym dzieckiem Ljubomira Travicy wiem od niedawna. Dziwny lub chory zbieg okoliczności sprawił, że w swojej pracy trafiłam któregoś dnia na prezesa Lube Banci Maceraty. Pracując tam później poznałam Dragana. Niczego nieświadomi zaprzyjaźniliśmy się ze sobą. Podświadomie ciągnęło nas do siebie, jednak nigdy w typowo seksualny sposób. Dobrze się dogadywaliśmy i myśleliśmy podobnie. To jemu pierwszemu zaufałam w pełni i powiedziałam o tym, że nie znam ojca, i że jedyne co wiem to to, że jest pochodzącym z Belgradu siatkarzem. Matka nie zostawiła po sobie niczego, co mogło mnie naprowadzić na odpowiedni trop. Pomógł mi. Załatwił studia i mieszkanie w stolicy Serbii. Nocami uczył języka. Do czasu, gdy oboje poznaliśmy prawdę. Okrutną i śmieszną zarazem. Byliśmy rodzeństwem.
Wtedy rozpętało się piekło, które trwa do teraz. Mimo, że testy genetyczne potwierdziły ojcostwo, Ljubomir nie uznał mojego istnienia dobitnie wykrzykując mi w twarz, że nie jestem i nigdy nie będę jego córką. Uciekłam z Maceraty, nie mogąc znieść prawdy. Dopiero kilka miesięcy temu odebrałam telefon od Dragana. Zgodziliśmy się oboje, że zatrzymamy wszystkie te wiadomości dla siebie, bo nie warto załamywać jego matki i niszczyć wszystkim karier. To był jeden z gorszych momentów w moim życiu. Musiałam przełknąć gorycz porażki, z którą tak bardzo się nie zgadzałam i nie mogłam pogodzić. W dużym stopniu pocieszało mnie to, że w całej tej gonitwie za własną tożsamością zyskałam wspaniałego brata.
Uśmiechnęłam się na myśl o Draganie i spojrzałam na niego, na chwilę odwracając wzrok od drogi. Odpowiedział tym samym, śmiesznie marszcząc nos.
- Mam nadzieję, że nie mam takiej samej jak ty mimiki.
- Coś ci się nie podoba w naszych wspólnych genach?
- Tylko do dawcy mam zastrzeżenia.
- Oj tam, wszystko się da jakoś wytłumaczyć. To co, pijemy dzisiaj?

~
Troje różnych mężczyzn i trzy różne Nowickie. Tylko która prawdziwa?
Miłego czytania :*

2 komentarze:

  1. Masz u mnie WIELKIEGO PLUSA za 'Islands', chociaż moimi ulubionymi piosenkami są 'Infinity' i 'Shelter'. W ogóle The XX są zajebiści. Tak wracając do rozdziału, nie spodziewałam się, że Monika i Dragan są rodzeństwem, ale myślę, że w razie czego to właśnie on stanie murem za swoją siostrą ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaskakująca sytuacja z tym bratem!!! Uwielbiam Twój styl właśnie dlatego, że Twoje opowiadanie jest nieprzewidywalne!!

    OdpowiedzUsuń