piątek, 30 marca 2012

VII




Jechałam do domu z zawrotną prędkością 120 km/h w obszarze zabudowanym, ciągle zerkając na kopertę, która leżała na miejscu pasażera. Mam dziwne wrażenie, że ona mnie przyciąga, kusi swoją zawartością. Przez moment zapomniałam nawet o ostatnich wydarzeniach i niebezpieczeństwie. Wizja rozwiązania zagadki i poznania prawdy była tak kusząca, że poczułam się jak dziecko oczekujące prezentu: radosne i nerwowe jednocześnie.
W końcu docieram pod blok, zatrzaskuję drzwi samochodu i wbiegam na klatkę schodową. Lekko drżącymi rękoma zaczynam szukać kluczy od mieszkania, odnajduję je dopiero w jednej z kieszeni płaszcza. Już otwieram drzwi, gdy zdaję sobie sprawę, że coś mi nie pasuje. Nieruchomieję z kluczami na wysokości twarzy próbując skupić myśli. Z grymasem na ustach rozglądam się wokoło. Klatka schodowa wygląda jak zawsze: kanarkowe ściany, kiepskie oświetlenie, moje drzwi. Norma. Odwracam się przeczesując wzrokiem schody prowadzące na górę. Nic nadzwyczajnego. Przez chwilę zatrzymuję się na drzwiach mieszkania Michała i wtedy dochodzi do mnie o co mi chodzi. Są lekko uchylone, ale zza nich nie dochodzi żaden dźwięk. Podchodzę powoli nasłuchując. Dłonią przejeżdżam po drewnie i w końcu pukam. Pod naciskiem ręki otwierają się jeszcze szerzej. Mieszkanie skąpane jest w ciemności.
- Michał? Jesteś?
Cofam się myśląc, że dureń wychodząc po prostu ich nie zamknął, gdy dobiega mnie z głębi  dźwięk tłuczonego szkła. Drgam wystraszona, ale wchodzę głębiej. Ręką macam włącznik światła i naciskam go. Światło oślepia, ale gdyby byli tam potencjalni złodzieje to by to ich wypłoszyło z pomieszczeń. Skierowałam kroki do salonu, bo dopiero teraz zauważyłam, że sączy się zza nich światło.  
- Michał?
Wchodzę bez pukania. Siedzi nieruchomo na kanapie przed telewizorem z tak żałosną miną, jakiej nigdy się po nim nie spodziewałam. Te jego brązowe oczy zwyczajnie nie powinny być w stanie przybierać takiego wyrazu.
Ignoruję głos w mojej głowie wyjący jak na alarm hasłem, że będzie z tego kwas. Nie zważam uwagi na zszokowane spojrzenie, tylko zwyczajnie wpycham się na jego kolana i wpijam mu się w te cudowne, spierzchnięte wargi. Nie wiem dlaczego to robię. Może dlatego, że przez chwilę myślałam, że coś mu się stało, a widząc go całego poczułam niesamowitą ulgę, której upust doświadczał właśnie teraz. W końcu oderwaliśmy się od siebie. Dyszałam jak cholera. On też dyszał. Ręką gładził moje plecy.
- Miałeś otwarte drzwi.
- I dlatego rzuciłaś mi się w ramiona?
Czuć od niego woń alkoholu.
- Przestraszyłam się.
- To coś nowego u ciebie.
- Cuchniesz winem. – marszczę lekko nos, co musi komicznie wyglądać, bo wybucha śmiechem.
- Wróciła prawdziwa Monia.
- Rozmawiałeś z Mileną?
Grymas gniewu przemyka mu po twarzy. Oczy na chwilę przybierają groźny wyraz, by po chwili znów stać się smutne i apatyczne.
- A nie widać? Nadal twierdzi, że to moje dziecko. – patrzy gdzieś powyżej mojego ramienia bawiąc się kosmykiem włosów, który uparcie wypada mi zza ucha. W końcu skupia wzrok na mojej twarzy.
- Monia, a co jeśli to prawda? Jeśli to moje dziecko? Ja nie jestem gotowy i na pewno nie chcę tego z Mileną. Nie kocham jej. Jak mam wychowywać dziecko z kobietą, do której czuję teraz jedynie wstręt?!
O nie! Tego jest za dużo, jak na moją jedną osobę.
- Nie możesz być tego pewny.
- Ale muszę się przygotować.
Nerwowo kręciłam się mu na kolanach, rozmowa na temat jego hipotetycznego ojcostwa mnie kręciła i nie chciałam zgłębiać tego tematu.
- Mam dużo pracy, pójdę już. – wstałam szybko, tak by nie mógł mnie zatrzymać.
- Zostań. – stoję do niego plecami, a mimo to wiem jak proszący ma wyraz twarzy. – Proszę.
- Przestań. – czuję jego ręce na ramionach i ciepły oddech na szyi.
- Dlaczego?
Odwracam się szybko, zadzierając głowę wysoko do góry.
- Michale, bo to nielogiczne, nienormalne i niemoralne. Dwa dni temu przespałam się z Aleksem, ty wskoczyłeś do łóżka Milenie, nie widzisz, że nic z tego nie będzie?
- Nie spisuj tego na straty.
- To już jest stracone.
Po raz ostatni spojrzałam na niego tęsknym wzrokiem i wyszłam z mieszkania.

Dwa zdjęcia formatu A4 i dwie kartki papieru: akt urodzenia oraz dokument potwierdzający zmianę nazwiska. Tyle zawierała koperta. Przyjrzałam się fotografiom. Na jednej z nich widać było przystojnego mężczyznę wysiadającego z drogiego auta. Dopiero po chwili zdziwiona zdałam sobie sprawę, że to Paweł Abramowicz, rosyjski oligarcha.
Robi się ciekawie.
Drugie zdjęcie przedstawiało znowu Abramowicza, tyle, że teraz w towarzystwie innego mężczyzny. Przysunęłam fotkę bliżej oczu i aż się zachłysnęłam powietrzem widząc kto to.
Panie Szulc, okazuje się pan całkiem interesującą osobą.
- A może powinnam mówić do pana per. – sięgnęłam ręką po akt urodzenia. – Sergiej Iwanowicz. – ostatnie zdanie powiedziałam na głos, by waga tych informacji do mnie dotarła. Mimo wszystko nadal byłam w szoku.
- O w mordę kopany bambusie, ale akcja.

- Monia, otwórz! Wiem, że tam jesteś.
Podniosłam powieki, gdy dobiegł mnie głos Alka. Łomotanie do drzwi słyszę już od kilku minut, ale myśląc, że to Michał udawałam, że mnie brak. Zwlekam się ostatkiem sił z łóżka, prawie przewracając o masę papierów i talerze po kolacji, które leżą na podłodze. Do 3 nad ranem szukałam powiązań między Szulcem a Abramowiczem, a do 4 siedziałam na skype z Piechockim omawiając moje rezultaty.
Ledwo otwieram drzwi, a już rzuca mi się na szyję krzycząc:
- Mamy finał! Mamy finał!
- Alek, ciszej! – mrużę oczy ze złości. Zauważył, bo pokornieje. Muska moje usta swoimi licząc zapewne na coś więcej, ale odpycham go. Ściąga brwi obrazując mi swoje niezadowolenie, ale nie nabieram się na to w żadnym stopniu.
- Jak finał?
- Znowu dostaliśmy organizację Final Four u siebie, dzięki temu gospodarz wchodzi do finału bez eliminacji.
A tak, zapomniałam, że CEV nas o to prosił. Swoją drogą Piechocki ma sporo teraz na głowie, a jeszcze się zgodził na Final Four.
Kręcąc głową kieruję się do kuchni z myślą o kawie. Przez ramię rzucam jedynie szybkie:
- Gratuluję.
Jest zły. Czuję to nawet stojąc odwrócona do niego plecami. Wyciągam dwa kubki, gdy słyszę:
- Dlaczego taka jesteś?
- Jaka?
- Nieprzystępna. – Przymiotnik słyszę już z bliższej odległości. Szepcze mi to do ucha obejmując jednocześnie w talii. Wędruje miękkimi wargami po mojej szyi, zostawiając rozpalone i spragnione powtórki ślady. Spokojnie i wolno. Ręce błądzą gdzieś pod moją koszulką zahaczając delikatnie o haftki biustonosza, a ja ostatkami sił powstrzymuje się przed tym do czego dąży. Wycofuje się po chwili nieoczekiwanie, wywołując we mnie dziwne uczucie strachu i czegoś na znak utraty. Sama nie wiem czego chcę. Odwracam się w końcu.
- Alek, ja... – No pięknie, zaczęłam się jąkać. – Nie jestem w stanie dać ci tego czego oczekujesz. Nie jestem typem związkowca. Nigdy nie byłam i przepraszam, bo możesz poczuć się przez to wykorzystany.
Po raz pierwszy nie widziałam po nim żadnej reakcji, tak jakby moje słowa nie zrobiły na nim wrażenia.
- Pocałuj mnie...
- Alek, nie mogę.
- Pocałuj!
Nie zdążyłam zareagować, bo sam wpił mi się z siłą w wargi, przytrzymując moją twarz w swoich dużych dłoniach. Opierałam się przez kilka pierwszych sekund, ale nic to nie dało, bo w końcu jego miękkie usta i ciepłe ręce zwyciężyły. Przestałam myśleć. Poddałam się całkowicie jego dominacji. Słowem nie pisnęłam, gdy zdzierał ze mnie ubranie i zanosił do sypialni. Z mojego gardła wydobywały się jedynie jęki rozkoszy, gdy robił ze mną w łóżku wszystko to, na co miał ochotę. Zmęczona zasnęłam tuż po, czując delikatne pocałunki chłopaka na ramieniu.
Gdy się obudziłam jego już nie było. Druga połowa łóżka była przeraźliwie zimna, a gdy przejechałam po niej ręką natknęłam się na skrawek papieru. Jedno słowo nabazgrane niewątpliwie ręka Aleksa „hvala” (serbskie dziękuję). Z uśmiechem na twarzy przeczytałam to na głos, bo doszło do mnie, że wcześniej wykazałam się niezła dawką egocentryzmu zakładając wersję zakochanego we mnie Serba.
O ho! Czyli to ja tym razem zostałam wykorzystana, najwidoczniej nie taki z niego dzieciak, na jakiego wygląda.  

Dwa dobijania się do moich drzwi to zdecydowanie za dużo jak na jeden dzień. Szykowałam się akurat do snu, gdy w moim mieszkaniu zjawił się Michał.
- Michaś... – zaczęłam zrezygnowana, ale nie dane było mi dokończyć.
- Pozwól mi coś powiedzieć. Wysłuchaj mnie przynajmniej, jeśli to co powiem nie zmieni twojego zdania to dam ci spokój. Mogę?
Przytaknęłam głową patrząc mu w oczy, bo nie miałam już siły na protesty. Dzisiejszy dzień pokazał mi dobitnie, że to nic nie daje.
- Ta noc z Mileną na Pucharze Świata była błędem. Wiem, że nic tego nie usprawiedliwi, bo zachowałem się jak skończony dupek. Nie cofnę czasu, nic tego nie zmieni, ale żałuję. Możliwe, że to rzeczywiście jest moje dziecko, dopiero po porodzie dowiem się jaka jest prawda, ale chcę żebyś wiedziała, że to co do ciebie czuję jest prawdziwe i nawet dziecko tego nie zmieni. Jeśli jest moje to je pokocham całym sercem, ale nie wrócę do Mileny. Będziemy je wychowywać, tyle że osobno. Bo... – złapał mnie za rękę przerywając na chwilę. Siłą powstrzymywałam zbierające się pod powiekami łzy. To było przerażające, bo ten mężczyzna, którego tak naprawdę dobrze nie znałam odkrył co czuję szybciej, niż ja sama się przed sobą do tego przyznałam. Odkrył moją słabość. – Bo to przy tobie chce zasypiać i się budzić, pić wspólnie poranną kawę, widzieć cię szczęśliwą, wkurwioną czy smutną. Chcę wszystko co ma z tobą wspólny mianownik.
Skończył ciężko oddychając i ściskając z ogromną siłą moje dłonie, tak jakbym mogła mu uciec. W jego tęczówkach mogłam doszukać się każdej możliwej emocji, od radości po smutek i zwątpienie. Im dłużej milczałam tym smutniejsze robiły się jego oczy. Po kilku minutach w końcu dał sobie spokój wyplatając dłonie z moich palców. Dopiero wtedy poczułam, że tak go stracę, że to byłby nasz ostatni dotyk, a przecież chcę tego tak samo mocno jak on. W ostatniej chwili złapałam jego palce. Podniosłam głowę, bo stał teraz nade mną. Pocałowałam wewnętrzną stronę jego prawej dłoni i podniosłam ponownie wzrok.
- Chcę żeby ten mianownik był od tej pory nasz. Nie mój, a nasz.

~
Trochę się nam tu wydarzyło ;)  przepraszam za opóźnienia, bo wcześniej na pewno zdążyłam Was Moje Drogie przyzwyczaić do szybkiego dodawania rozdziałów :p to opowiadanie pisze mi się oporniej, ale jak na razie jestem zadowolona z rezultatu, a Waszym zdaniem jak wypadam?
Specjalna lista piosenek dla Sil:
Bonobo - Eyesdown feat. Andreya Triana
Chase & Status - End Credits 
Moloko - Indigo 
Royksopp - What Else Is There? 
Fever Ray - When I Grow Up 
M83- We Own the Sky 
The Jezabels - Nobody Nowhere 
Noosa - Fear Of Love 
Ólafur Arnalds - Near Light 
Jamie Woon - Night Air

Pilule - Saez
Antonio Paul - Sweet Wine, na razie styknie ;) pozdrawiam :*

6 komentarzy:

  1. What else is there? Fear of love i Night Air KOCHAM KOCHAM KOCHAM! Resztę piosenek sobie zobaczę, dziękuję bardzo :* Co do rozdziału, uważam, że Monika zachowuje się irracjonalnie. Uważam, że niepotrzebnie daje Aleksowi nadzieję, skoro tak naprawdę chce się związać z Michałem. Nie rozumiem jej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wypadasz świetnie!! Myślę, że to opowiadanie jest jeszcze lepsze niż poprzednie!!!
    Szczerze powiem, ze nie chciałabym nigdy wejść w drogę Abramowiczowi. Jak dla mnie źle mu z oczu patrzy:)
    Acha i wielbię Michała:)
    `czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, dodałam nowy rozdział z niespodzianką dla Ciebie, zapraszam :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Dodałam kolejny rozdział, zapraszam w wolnej chwili ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Na girl-these-days wstawiłam nowy rozdział, zapraszam i czekam z niecierpliwością na Twój kolejny ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej, na my-last-dance wstawiłam dwudziesty drugi rozdział, zapraszam ;*

    OdpowiedzUsuń